Aktualności

Kanał RSS

Dodany przez: Admin Data dodania: Gru 19, 2016

W narciarstwie decyduje głowa – wywiad z Henrikiem Kristoffersenem

W narciarstwie decyduje głowa
– z Henrikiem Kristoffersenem rozmawia Tomasz Osuchowski
 
Ten młody (22 lata) Norweg stał się minionej zimy sensacją alpejskiego Pucharu Świata. Był najlepszy w slalomie (zdobył zatem tzw. Małą Kulę) i drugi w klasyfikacji generalnej. Na dodatek ostro podkręcił atmosferę wyścigów, rywalizując do samego końca z niezwykle utytułowanym i o pięć lat starszym Marcelem Hirscherem. Trudno się dziwić, że chętnie skorzystaliśmy z okazji do spotkania z Henrikiem Kristoffersenem podczas jego pobytu w Polsce na zaproszenie firmy Rossignol.
*
Wczesnym popołudniem w Zakopanem wsiadamy do ekskluzywnego Volvo, którym Henrik porusza się podczas eskapady po Polsce. Jedziemy do Krakowa, który jest ostatnim etapem jego wizyty. Stamtąd wylatuje do ojczystej Norwegii. Towarzyszy mu ojciec, pappa Lars Kristoffersen, główny odpowiedzialny za karierę młodzieńca, który ośmielił się tak namieszać w cyrku narciarskim.
Za kierownicą motoryzacyjnego symbolu Skandynawów siada Bartosz Hamera z PM Sport, dystrybutora marki Rossignol w Polsce. Bartek jest dumny. Sam kocha narty, a tu jego narciarska stajnia doczekała się kolejnego znakomitego i świetnie rokującego slalomisty. Właśnie podczas podróży „Zakopianką” będziemy mogli porozmawiać.
 
Tomasz Osuchowski: - Henrik, jesteś jeszcze bardzo młody, ale zdążyłeś już mocno zapunktować w Pucharze Świata. Jak doszedłeś do sukcesu? Kiedy to się zaczęło na poważnie?
Henrik Kristoffersen: - To było w 2014 roku w Schladming. Wygrałem tam po raz pierwszy slalom w zawodach PŚ.
- Pamiętasz jeszcze tamto ustawienie slalomu? Masz to jeszcze w głowie?
- Nie, to jest trudne… Ale kojarzę ostatnie 5, 6 bramek. To był szybki przejazd, szczególnie w końcowym fragmencie. Przy kilkudziesięciotysięcznej widowni jest naprawdę ciśnienie.
- Twoi rodzice jeżdżą na nartach?
- Jeździ tata. Chociaż zaczął w piątym roku życia i kontynuował treningi przez kilkanaście lat, to nie osiągnął znaczących sukcesów. Później pracował w banku, a w końcu został trenerem w narciarskim gimnazjum, w którym się uczyłem.
Sam zacząłem jeździć na nartach, kiedy miałem 4,5 roku. Pięć minut od domu mamy niewielką, 550-metrową trasę narciarską z różnicą wzniesień 130 metrów. Idealną do ustawienia slalomu! Zresztą, jeśli się jest młodym, to taki stok jest idealny do wszystkiego, co wiąże się z doskonaleniem techniki. To były super czasy!
Zresztą w tym sezonie spędziłem tam kilka dni na treningu technicznym z całym norweskim teamem. I chociaż funkcjonuje tam tylko niewielka „wyrwirączka”, to dla treningu wystarczy. Można jeździć.
- Jasne: trening narciarski składa się z wielu elementów – jeździ się na stromym, płaskim, a wszystko sprowadza się do szukania prędkości.
- Dokładnie. A ten stok ma miejsca płaskie, strome, muldy.
Z nartami zaczęło się poważniej, kiedy miałem 10 lat. Lecz równocześnie przechodziłem wtedy brutalnie ciężkie treningi ogólnorozwojowe, szczególnie w okresie letnim. Dlatego dziś poza narciarstwem uprawiam motocross, jeżdżę na rowerze i, jak chyba każdy młody człowiek, grywam w piłkę nożną.
- Osiągnąłeś ogromne sukcesy, a i inni Norwegowie są w formie. Z zewnątrz jako team wyglądacie znakomicie. Jak wygląda to od wewnątrz?
- Tak ten rok był niewyobrażalny. Dziewiętnaście zwycięstw: siedem Axela [Lunda Svindala], sześć na moim koncie, cztery Kjetila [Jansruda], dla Alexandra [Aamodta Kildego] dwa….. Tak, że mamy teraz rzeczywiście znakomity, techniczny i wszechstronny zespół.
Przez wiele lat super gwiazdami byli tylko Axel i Kjetil. Teraz jest nas więcej. Atmosfera w drużynie pomaga w sukcesach. Jest naprawdę dobre nastawienie. Na treningach, oczywiście, nie jest łatwo. Treningi to wielka walka. Choćby z Sebastianem [Fossem Solevågiem] jest ostra rywalizacja na treningach. Jak chce się być szybszym, to trzeba cały czas mocno pracować.
- Pewnie także nad wagą?
- Teraz, przy wzroście 180 cm, ważę 74 kg. Przed sezonem było dwa kilo więcej – nie za wiele, lecz wystarczająco. Myślę, że dla mnie ideałem byłaby waga 85 kilo, ale nie więcej, bo to już może się odbić na jeździe. Wiem też, że nie można zwiększyć masy o, na przykład, pięć kilo w dwa miesiące. Wszystko musi się odbywać naturalnie, bo inaczej trudniej byłoby się później odnaleźć na nartach. Nie stosuję też żadnej specjalnej sportowej diety. Jem całkiem normalnie. W zimie jest zimno, człowiek potrzebuje różnorodnych pokarmów. Zresztą po dwa kilogramy przyrostu masy każdego kolejnego lata jest ok.
- To naturalne wraz z rozwojem sportowym. Oglądałem ostatnio w znanej restauracji na mecie trasy slalomowej w Schladming zdjęcia młodego Marcela Hirschera. Był pewnie wtedy w twoim wieku i też był filigranowy. Dzisiaj ma o wiele bardziej atletyczną sylwetkę.
- Tak, Marcel jest teraz większy, niż kiedy miał 20 lat. Podczas ostatniego finału PŚ ważył 78 kg przy 173 cm wzrostu. Jest trochę powyżej limitu budowy, ale technicznie jeździmy, według mnie, tak samo w slalomie. Tak wiec można powiedzieć, że przy zachowaniu podobnie skutecznej techniki jest mięśniowo mocniejszy, mówiąc brutalnie: bardziej „przypakowany”.
- Analizujesz po każdych zawodach przejazdy konkurentów?
- Raczej nie. Wcześniej owszem, ale dzisiaj patrzę raczej na swoją technikę jazdy i na moje przejazdy. Choć oczywiście śledzę styl niektórych. Przykładowo Alexis Pinturault był bardzo szybki, szczególnie w końcówce sezonu, więc zwracałem uwagę na jego przejazdy. Oczywiście badam jazdę Marcela. Szczególnie w slalomie. Ale myślę, że aby mnie przeskoczył, musi być w jeszcze lepszej formie. Ja swoją ciągle również muszę podnosić, ale to nie znaczy, że musimy jeździć identycznie i stosować identyczne metody treningowe.
Skądinąd nie mam indywidualnego trenera. Norweska kadra trenuje właściwie zawsze razem i mamy sztab trenerski dla całej drużyny. Jedynie latem treningi siłowe różnią się dla poszczególnych zawodników. Ale na nartach trenujemy podobnie i wspólnie.
Zresztą trenujemy też często wspólnie z Marcelem, spotykając się w Reiteralm koło Schladming właśnie. Okazuje się, że na śniegu nasze treningi są zbliżone. Jednak ja latem potrzebuję więcej treningu siłowego. Jeżdżę na rowerze, biegam. Wcześniej więcej czasu przeznaczałem na doskonalenie techniki narciarskiej. Teraz przychodzi czas na budowanie siły.
- Obecnie sporo czasu na treningu poświęca się na kształtowanie równowagi, rozciąganie, jazdę poza trasami. Jeździsz poza trasą?
- Teraz mam trochę problemów pokontuzyjnych i raczej unikam nieprzygotowanych tras.
- Jak dobierasz sprzęt?
- Jeśli chodzi o narty, to od trzynastu lat jestem związany z Rossignolem. I jestem bardzo zadowolony – zarówno z jakości ich sprzętu, jak i współpracy. Także buty są top. Co do wiązań, to teraz używam LOOKa. A smary to już różne marki: VOLA, Holmenkol, SWIX. Nawet nie wiem dokładnie. Tym zajmuje się serwis.
Na sezon mam około 35 par nart slalomowych, 25 par do giganta i jakieś 10 par butów.
Jeśli chodzi o dobór poszczególnych nart, to po sezonie testuję kolejne pary na następną zimę, a później omawiam wrażenia z ojcem i serwismenem. Jesienią dokonuję ostatecznego wyboru zestawu na obozach w Nowej Zelandii lub południowej Ameryce. Wtedy wiemy już dokładnie, które narty będą jeździły najlepiej w danych warunkach i na jakim śniegu.
Generalnie jednak w każdym zestawie – do slalomu i giganta – mam stale około pięciu par o podobnych parametrach. Z tego jedna służy do oglądania trasy, dwie do trzech do startu, a dwie niejako na zapas – ale zawsze gotowe. Modele wybieramy więc razem, ale konkretne narty z danego modelu dobiera już serwis na bazie doświadczenia i parametrów mojej jazdy.
A już przed zawodami omawiamy z ojcem i serwisem sposób przygotowania ostatecznie wybranych do jazdy par. Lecz dobór struktur i ich przygotowanie znowu należą do mojego serwismena.
Slalom jeżdżę na krawędziach tuningowanych od spodu na 0,5 stopnia. Boki krawędzi mam naostrzone pod kątem 87 stopni. Myślę, że na takich ustawieniach jeżdżę także gigant. Nie jestem w 100 proc. pewny, bo teraz to mój serwis ma o wiele większą kontrolę nad moim sprzętem niż kiedyś. I w pełni im ufam.  
Zwłaszcza, że nie robię też eksperymentów ze zmianami kątów. Narty zawsze muszę czuć tak samo.
W slalomowych jest nieco inaczej niż w gigantkach: odrobinę mniej liczą się ślizgi, bo jeździmy głównie na krawędziach. Ważny jest za to sidewall, czyli boczna ścianka narty, która wraz z krawędzią stanowi o szybkości narty, poza takimi cechami jak sprężystość, sztywność itd. Sidewall jest podobnie jak ślizg specjalnie przygotowywany smarami w płynach, bo on też musi dawać jak najmniejszy opór. Istotne są również płyty pod wiązania.  Używamy trzy różne modele płyt. Przody wiązań też mają wpływ na flex, który jest niezwykle istotny na tym poziomie jazdy.
Trochę inaczej jest z nartą gigantową: tu większa rolę gra struktura, bo jedzie się więcej niż w slalomkach na ślizgach.
Wszystko to powoduje, że narty do konkurencji technicznych wymagają ogromnego nakładu pracy, biorąc pod uwagę choćby to, że poza wykończeniem ślizgów i krawędzi, poleruje się i specjalnie przygotowuje także ścianki boczne. Poza tym z reguły zawodnicy jeżdżący slalom i gigant mają więcej par nart niż specjalizujący się w zjeździe. Dlatego nasi serwismeni mają naprawdę ciężką pracę.
- Powiedz więc coś o twoim serwismenie.
-  Jest rzeczywiście mistrzem w tym fachu. Pochodzi z Francji. Był na ośmiu Igrzyskach Olimpijskich. Ma kolosalne doświadczenie.
Bartosz Hamera: - Yul, obecny serwisant Henrika wcześniej pracował z Franckiem Piccardem, srebrnym medalistą igrzysk w Albertville  w 1992 roku w zjeździe i złotym w supergigancie w 1988 w Calgary, a później –
z Kanadyjczykami. Od trzech lat ma wyłączność na serwis Henrika.
- A jak, Henrik, dobierasz buty?
- Nie mam wielkich problemów z ich dopasowaniem. Tylko ostatnio, kiedy miałem kłopoty ze śródstopiem, czułem lekki dyskomfort.
Jeżdżę w rozmiarze 25 (skorupa ma 296 mm), chociaż mój rozmiar to 26 (czyli 306 mm), więc stopa w bucie jest mocno ściśnięta. Wymaga to poświęceń, ale za to na stoku jest o wiele lepiej. Mam lepsze czucie narty. W poprzednim sezonie miałem inaczej dopasowane buty. W slalomie nie było większej różnicy w porównaniu z minioną zimą, ale w gigancie teraz jest jednak zdecydowanie lepiej. Szczególnie, kiedy trasa jest zlodzona.
Mam osobisty serwis do dopasowywania butów, który także współpracuje z Rossignolem. Nie bez powodu jestem tak częstym gościem w fabryce w Montebelluna we Włoszech, które słynie z produkcji butów narciarskich.
Na najbliższy sezon mam buty kształtowane wtryskiem piany do buta wewnętrznego. To zapewnia stabilność i odpowiednią sztywność. Są znakomite. Mam je indywidualnie dopasowane nie tylko do stopy, ale i do sylwetki. Ich dolna część odpowiada stopie 25, ale górna, czyli cholewka, ze względu na mój wzrost i kształt podudzia odpowiada rozmiarowi 24. Normalnie do chodzenia używam butów 42/43, więc różnica rozmiaru między zwykłym obuwiem sportowym, a wyczynowymi butami narciarskimi, których używam, jest ogromna.
Mam od lat wypracowaną współpracę z Rossignolem i na tyle dobry kontrakt, że konkurencja nie wysyła mi propozycji zmiany barw.
- Jakimi metodami Norwegowie budują swoją pozycję w narciarstwie alpejskim?
- Najpierw jest klub. Startując w zawodach, zdobywa się punkty FIS i można dostać się do sportowego gimnazjum. Niektórzy idą potem na uniwersytet, ale dalej uprawiając sport. Naturalnie najlepiej trafić do kadry. Wtedy rodzice nie muszą już pomagać finansowo twojej sportowej karierze.
- A jak ty godziłeś treningi z obowiązkami szkolnymi?
- Ukończyłem szkołę średnią. Ostatni rok w nauki to był 2013/14 rok. Nie Mógłbym studiować, ale biorąc pod uwagę narty, które są moim obecnym zajęciem – nie mam żadnych szans na kontynuację kształcenia. Ale może kiedyś… Bo dziś trudno mi powiedzieć, jaki zawód chciałbym wykonywać po zakończeniu kariery narciarskiej. Na pewno chciałbym założyć rodzinę. A praca? Na pewno nie marzę o tzw. normalnej pracy. Na razie moim zawodem są narty. A że myślę, iż długo będę mógł na nich jeździć, więc pewnie wciąż będzie to w jakiś sposób związane z moim zawodem.
Jeśli już mowa o finansach, to przykładowo ja nie otrzymuję pieniędzy od związku narciarskiego, bo on pomaga sportowcom na poziomie Pucharu Europy. Nie jest to jednak w Norwegii duża grupa zawodników. W przypadku naszego teamu – startujących w Pucharze Świata – większość środków pochodzi od sponsorów.
Teraz nie mam kontaktu z młodą generacją narciarzy norweskich, bo większość czasu spędzam za granicą. Jednak przyglądam się ich wynikom w punktacjach FIS. Jest kilka rokujących nazwisk. Nie jest jednak łatwo, bo nasza kadra jest nieliczna.
Aktualnie ze względów logistyki treningowej mieszkam w Austrii, a konkretnie w Ramsau, kilka minut od Schladming. Ale niebawem przeprowadzę się bliżej Salzburga. Dla mnie to idealne rozwiązanie, bo wszędzie mam blisko na narty, a lot do domu do Norwegii również nie jest wielkim problemem. Nie muszę się przemieszczać z 5 plecakami i sprzętem z miejsca na miejsce. Niedawno rozmawiałem z Marcelem. Mówię mu, że ostatnio byłem 5 tygodni w drodze, a on się dziwi: co ty, aż 5 tygodni!? Narciarze austriaccy mają w swoim kraju idealne warunki do treningu: nie muszą ciągle siedzieć na walizkach.
Ale koledzy z Ameryki mają jeszcze gorzej niż my: zawodnicy stamtąd zwykle nie mają mieszkania w Europie, więc żyją ciągle w hotelach. To trudne. W sezonie trzy bite miesiące poza domem, ciągle w drodze...
Na etapie, na którym jestem, mój ojciec jest stale przy mnie. Jest obecny na każdym moim treningu. Mam też brata, młodszego o trzy lata. Również jeździ na nartach, ale to ostatni rok, kiedy może się poświęcić temu sportowi. Ma zamiar dalej kształcić się na uniwersytecie.
- Masz czas dla swojej dziewczyny?
- Jasne! Moja dziewczyna pochodzi z Norwegii. Co prawda w wyczynowym sporcie, kiedy się dużo podróżuje, nie jest łatwo, ale u nas wszystko funkcjonuje ok.
- Jak wygląda twój kalendarz treningowy? Więcej czasu poświęcasz na slalom czy gigant?
- Obydwie konkurencje traktuję jednakowo. Trening obydwu przynosi mi wiele radości. Ale najwięcej frajdy przynoszą mi rzeczywiście slalomy. Trenuję też trochę super G. Nie jeżdżę zjazdu, bo moje 74 kg to jednak trochę za mało. Dzisiejszy zjazd jest o wiele szybszy niż w czasach, kiedy startował chociażby Klammer. Prędkości dochodzą do 160 km/godzinę. Zresztą slalom i gigant też są szybsze niż w czasach Stenmarka. Jeździ się więcej na krawędziach, skrętem carvingowym, na szybszym podłożu, co w efekcie podniosło prędkość.
Nawet po sezonie nie mam za dużo urlopu. Już koniec maja i cały czerwiec oznaczają dla mnie ciężkie treningi siłowe. Później w lipcu robię małą przerwę. Lato spędzam w domu w Norwegii, ale także w połowie w Austrii.
W końcu sierpnia zaczynam treningi na śniegu w Nowej Zelandii.
Do tego dochodzą podróże takie jak ta. Zorganizował ją Rossignol: spotkałem się z fanami narciarstwa w Krakowie, a w Zakopanem na Kasprowym Wierchu poprowadziłem trening dla młodych narciarzy z Klubu Sportowego Beskidy. To była nagroda dla jego zawodników, którzy wygrali międzynarodowy konkurs fotograficzny „Band of Heroes”, zorganizowany przez Rossignola w związku z wprowadzeniem na rynek nowej linii nart.
Rozdałem sporo autografów. Jak widzi się, ile ludzi jest zainteresowanych takimi spotkaniami, to zdajemy sobie sprawę z popularności narciarstwa.
I wreszcie wasze góry – zrobiły na mnie spore wrażenie, choć sprawiają wrażenie mniejszych w porównaniu z tymi w Norwegii. Trasy też wydają się ciekawe.
- A jakie są twoje ulubione stacje narciarskie na świecie?
- Z pewnością – stoki w Norwegii. A w Austrii stoki Reiteralm koło Schladming, bo są tam znakomite warunki do treningu slalomu i giganta. Jest stromo i bardzo twardo, a trasa jest zawsze świetnie przygotowana – i to
nawet wczesną jesienią.
- Włodarze Reiteralm szczycą się umiejętnościami w naśnieżaniu i wczesnym przygotowaniem betonowej niemalże trasy i utrzymaniem jej w takim stanie przez cały sezon dla potrzeb treningowych i na zawody.
Kto jest twoim narciarskim ideałem?
- Z pewnością największym narciarzem wszechczasów w slalomie i gigancie jest Ingemar Stenmark. Dalej Alberto Tomba. W zjeździe Franz Klammer. Znakomity był Stefan Eberharter i wielu, wielu innych.
A z kobiet oczywiście Lindsey Vonn: 76 zwycięstw w Pucharze Świata mówi samo za siebie. Tylko Stenmark wygrał więcej zawodów. Może kiedyś dołączę do tego szacownego grona. Na razie moja Mała Kula stoi w domu moich rodziców. I jest to miłe uczucie.
A dlaczego Stenmark? Bo, prócz techniki jazdy, w nartach ogromną rolę odgrywa psychika. Naturalnie łatwiej jest wejść w drugi przejazd, prowadząc w pierwszym. Trudniej nadrabiać. Tutaj Ingemar był mistrzem.
- Tak, on się nigdzie nie spieszył. Działacze i trenerzy podobno ciągle drżeli, czy nie spóźni się na start, na samolot…Miał niebywały luz.
- Też staram się radzić sobie z tymi sprawami, ale jednakowo traktuję start z górnej pozycji, jak z dołu stawki. Mam zasadę, że wszystko trzeba przejechać na pełnym gazie.
Miałem okazję poznać Stenmarka i z nim porozmawiać. Wspaniały człowiek. Jest skromny, mieszka w Sztokholmie. Nie jest typem gwiazdy mediów.
- Stenmark miał niekonwencjonalne metody treningu. Na przykład, jeździł dla łapania równowagi na jednokołowym rowerze. Do dzisiaj zadziwia skocznością, co jest też synonimem dynamiki…
- Miałem 10 lat kiedy pierwszy raz dostałem taki rower. Też umiem jeździć na jednym kole. To idealny trening równowagi.
- Mówi się, że do 50 km na godzinę wielu narciarzy jeździ ładnie i skutecznie. Do 70 km/h ta grupa zdecydowanie się zmniejsza. A powyżej 100 km/h zostaje ich już naprawdę niewielu, chociaż technicznie i fizycznie są podobnie przygotowani. Czy to dowód na to, że decydująca jest jednak komunikacja między mózgiem a mięśniami?
- W narciarstwie głowa jest bardzo ważna. Jeśli ma się wszystko dobrze poukładane i przemyślane, to pojawia się świadomość, że zawsze można jeździć jeszcze lepiej. Wiadomo, że jeśli powtórzy się ćwiczenie 10 000 razy, to wszystko idzie lepiej, lecz głowa wciąż pozostaje ważna.
Opowiedziałeś mi o polskim pianiście jazzowym, Piotrze..
-… Wyleżole…
- … który ma specyficznie wygięte palce u rąk. Zapytany o technikę gry, odpowiedział ci, że na fortepianie gra się głową, a nie palcami. W narciarstwie jest identycznie: ważne są nie tylko mięśnie, ale i głowa. To ona decyduje o sposobie użycia ciała i jakości podjętych decyzji.
- Henrik, podsumuj, proszę: co sprawiło, że osiągnąłeś taki sukces?
- Praca. Wiele ciężkiej pracy przez lata. Do tego nałożyła się ogromna pomoc od mojego ojca, od trenera. Ważną rolę odegrała także cała moja rodzina. Myślę, że właśnie wpływ mojego ojca i tych wszystkich czynników, złożyły się na sukces. Ciężko to powiedzieć, ale chyba jestem „produktem” bardziej treningu niż talentu.
- Co więc możesz powiedzieć młodym zawodnikom, którzy marzą o karierze zawodowego narciarza i sukcesach w zawodach?
- Powiem to, co mi powiedział Aleks Aamodt: jeśli trenuje się więcej niż inni, to otrzyma się także więcej.
 
RAMKA:
Henrik Kristoffersen urodził 2 lipca 1994 roku się w Lorenskog w Norwegii.
Mimo młodego wieku ma na koncie niebywałe sukcesy w narciarstwie alpejskim. Startuje głównie w konkurencjach technicznych: slalomie i gigancie.
Na igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 roku zdobył brązowy medal w slalomie. W sezonie 2015/16 zajął drugie miejsce za Marcelem Hirscherem w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zdobywając Małą Kryształową Kulę w slalomie.
Był też sześciokrotnym zwycięzcą Mistrzostw Świata Juniorów i dwukrotnie zajmował w nich drugie miejsce.
Do tego dziesięciokrotnie zwyciężał w zawodach Pucharu Świata.
 
CHORAGIEWKI:
Jeśli trenuje się więcej niż inni, to otrzyma się także więcej.
 
Na sezon mam około 35 par nart slalomowych, 25 par do giganta i jakieś 10 par butów.
 
W narciarstwie ważne są nie tylko mięśnie, ale i głowa. To ona decyduje o sposobie użycia ciała i jakości podjętych decyzji.
 
Henrik Kristoffersen,
czyli nowe alpejskie pokolenie
 
Moje spotkanie z Henrikiem Kristoffersenem – i ponad dwugodzinna wspólna podróż z Zakopanego do Krakowa – przerodziło się w długą i otwartą rozmowę o nartach. Interesującą także ze względu na nietuzinkową osobowość młodego Norwega i perspektywy, które przed nim stoją.
 
* Warto przyglądać się karierze Henrika Kristoffersena, gdyż leżą w nim jeszcze duże zapasy wolicjonalne, techniczne i fizyczne. Jeśli kontuzje nie przeszkodzą mu w karierze sportowca, a narciarzowi niestety trudno odbudować drabinkę rankingu, to usłyszymy jeszcze wiele dobrego na jego temat.
* Henrik ma spory dystans do swoich osiągnięć i jest niezwykle skromny. Nie ma zresztą, podobnie jak inny fenomenalny Skandynaw, Ingemar Stenmark, tzw. parcia na media, chociaż świat w wirtualnej rzeczywistości jest nieporównywalnie bardziej agresywny niż kiedyś.
* Kristoffersen, chociaż nie jest zawodnikiem o atletycznej budowie, ma doskonałe „stanie” na nartach. W jego wieku jednak organizm zaczyna wyrównywać i stabilizować cechy motoryczne, stopniowo dostosowując je do wagi i wzrostu. U niego przebiega to ewolucyjnie, bez wczesnego nacisku na budowanie masy.
* Natura dała mu za to cechę niezwykle potrzebną sportowcom uprawiającym szybkie konkurencje: świetną reakcję ciała na sygnał do wykonania ewolucji przy dużej prędkości.
* Henrik dobrze radzi sobie ze stresem towarzyszącym startom w zawodach. Dowodem są jego wyniki. Nie ogląda się na konkurentów, koncentrując się na samodoskonaleniu.
* Ze skandynawską cierpliwością podporządkowuje się reżimowi startów i treningów, w którym nadrzędną rolę spełnia jego ojciec. Nie łatwy to układ w świecie sportu, ale gdy relacje są doskonałe, może przynieść sukces. W stosunkach Henrika z ojcem widać partnerstwo i zrozumienie.
* Kristoffersen wybrał jednoznacznie drogę do sukcesu, którą jest systematyczny trening i nie miesza jej z medialną autopromocją. Narty to jego zawód. Jak na osobę w tak młodym wieku, umie szanować swoją prywatność, wyraźnie stawiając na rodzinę w rozmowach o przyszłości.
* Henryk jest patriotą w najlepszym rozumieniu tego słowa. Kocha swój kraj za przyrodę, czystość, spokój. Świetnie czuje się na treningach w słynnych stacjach narciarskich Austrii, ale nie gardzi zjazdami w rodzinnych górach. Pobyt w ojczystych stronach traktuje jako odpoczynek od zgiełku zawodów Pucharu Świata.
* Doskonale od lat dogaduje się ze swoim sponsorem sprzętowym – Rossignolem, co jest podstawą zarówno rozwoju, jak i stabilizowania formy.
* Henrik jest jeszcze bardzo młody. Główni jego konkurenci w zawodach Pucharu Świata są od niego starsi: Marcel Hirscher o 5 lat, Alexis Pinturault o 3 lata, Kjetil Jansrud o 9 lat, Axel Lund Svindal o 12 lat, Dominik Paris o 9 lat, Aleksander Aamodt Kilde o 2 lata, Felix Neureuther o 10 lat, Carlo Janka o 8 lat, a Peter Fill o 12 lat. Uwzględniając zatem to kryterium, Henrik zdecydowanie przewodzi w stawce najlepszych!

*
Tomasz Osuchowski





 
 
 
 

Dodany przez: admin2 Data dodania: Kwi 15, 2016

The Polish Pow(d)er Week in Hintertux

Zakończenie sezonu narciarskiego na lodowcu Hintertux.
Choć pożegnania na ogół nie są łatwe, z Polską Informacją Turystyczną działającą w Tyrolu zakończenie sezonu jest zawsze przyjemne, pełne dobrej zabawy i atrakcji na stokach i poza nimi. Zapraszamy więc serdecznie na XXI edycję The Polish Pow(d)er Week in Hintertux, czyli coroczną polską majówkę na lodowcu.
W dniach 29.04-04.05.2016 r. organizatorzy zapewnią Wam program pełen wrażeń:
Polskie Centrum Testowe - idealne miejsce dla osób chcących wypróbować nowinki sprzętowe topowych brandów.

Skiguiding z wykwalifikowanymi instruktorami ze szkoły narciarskiej Mixtura - coś dla chcących się podszkolić i przy okazji poznać najciekawsze trasy na lodowcu.

Narciarsko-snowboardowe Zawody o Puchar Świstaka - jeśli lubicie sportową rywalizację to obowiązkowy punkt dla Was. Do wygrania atrakcyjne nagrody!

Atrakcje wieczorne w lokalu Die Kleine Tenne - dyskoteka, wieczór tematyczny (tym razem będzie nam towarzyszył nastrój "grozy" rodem z legendy o hrabim Drakuli) oraz koncert: wieczór z utworami ze spektaklu "Skazany na bluesa" w wykonaniu grupy Ścigani.
Ognisko pożegnalne - z polskimi kiełbaskami pieczonymi na ognisku, pysznym grzańcem oraz piwem od sponsora imprezy - Browarów Fortuna.

Dodatkowo będzie na Was czekać "strefa relaksu", zabawy, konkursy oraz elementy szkoleń lawinowych - pokażemy działanie plecaków lawinowych firmy Mammut.
 
Lodowiec Hintertux jest jedynym całorocznym terenem narciarskim w Austrii, który oferuje  miłośnikom spędzania czasu na śniegu znakomicie przygotowane stoki przez 365 dni w roku. I to wszystko aż do wysokości  3.250 m n.p.m.! Warunki do zabawy i uprawiania sportów zimowych podczas XXI The Polish Pow(d)er Week in Hintertux będą więc zapewnione, a atmosfera tego tygodnia z pewnością będzie niezapomniana.
Zapraszamy do udziału w imprezie!
 
Więcej informacji można znaleźć na stronach:
http://www.zillertalinfo.eu
http://www.facebook.com/tyrolinfo

Dodany przez: admin Data dodania: Mar 23, 2016

Henrik Kristoffersen w Polsce!

Henrik Kristoffersen to aktualnie jedna z największych gwiazd cyklu Pucharu Świata – w tym sezonie ten zaledwie 21-letni narciarz wygrał 6 najbardziej prestiżowych/ klasycznych slalomów takich jak Val d’isere,  Madonna di Campiglio, Wengen, Adelboden, Kitzbuhel i Schladming wygrywając również klasyfikacje generalna Pucharu Świata w slalomie. Kristoffersen jest również brązowym medalistą olimpijskim w Slalomie z Sochi.
 
Wizyta Henrika Kristoffersena planowana jest na 5 i 6 kwietnia, a trening z klubem Beskidy ma odbyć się na Kasprowym Wierchu.
 

Dodany przez: d.gralak Data dodania: Wrz 16, 2015

Sabina Majerczyk - mistrzyni w PM Sporcie

SABINA MAJERCZYK – po bardzo udanym startach w Nowej Zelandii wylądowała na Ojczystej Ziemi. Wpadła do biura PM SPORT na kawę i opowiedziała nam o kolejnym pobycie w Coronet Peak, skąd przywiozła  tytuł Mistrzyni Nowej Zelandii w slalomie oraz 5 miejsce w Pucharze Nowej Zelandii w gigancie ze stratą zaledwie 0,73 sek. do zwyciężczyni.
Sabina z powodzeniem rywalizowała z utytułowanymi alpejkami z Norwegii, Austrii, USA. 
Po krótkim odpoczynku w kraju nasza czołowa Alpejka wraca na śnieg aby  szlifować formę przed startami w Pucharze Europy i Świata.
  
Sabina odpowiedziała na kilka pytań dotyczących pobytu w NZ i planów na zimę.
1. W tym roku bardzo zadowolona jestem ze zgrupowania w NZ ponieważ przez większość czasu towarzyszyły nam dobre warunki, a więc spokojnie mogłam realizować swój program.
Starty natomiast były dla mnie sprawdzianem, który miał za zadanie dać mi informacje w jakim kierunku zmierzają moje przygotowania do sezonu. Tak naprawdę te 5 dni startów były dla mnie świetnym treningiem ponieważ miałam możliwość pościgać się z dziewczynami, z którymi będę rywalizować przez większość sezonu. Po prostu prawie 9 miesięcy bez nich to dla mnie za długo. Dziękuje bardzo za to moim rodzicom, bo bez nich byłoby to nie możliwe.Wtedy na najbliższe starty musiałbym czekać az do grudnia.
2. Moim największym zadaniem na najbliższy sezon to przełożyć jazdę z treningu na zawody.
Do tej pory miałam z tym duży problem, bo jak już wychodziło to najczęściej kończyło to się tylko na jednym przejeździe. Jeśli uda mi się to zrealizować będzie to dla mnie całkiem fajny sezon. Oczywiście chce wystartować w całym cyklu PE przeplatając startami PŚ.
3. Mój wolny czas?
Lubię go spędzać z rodziną, ponieważ bardzo mało czasu przebywam w domu. Gdy wracam na parę dni mój młodszy brat i kuzynostwo dba o to żebym sie nie nudziła Emotikon grin Zwłaszcza po tym okresie gdzie nie byłam obecna przez połowę ich wakacji.
Potrawa? bardzo lubie kuchnie Polską ale jednak zdecydowanie moją ulubiona potrawą jest stek.

Dodany przez: d.gralak Data dodania: Cze 29, 2015

JACEK JASIONEK - TEAM

Jacek Jasionek dołącza do teamu Adventure Sports!
Zawodowy komandos , base jumper , ekstremalista od obecnego sezonu będzie reprezentował marki POC i JULBO!